Biuro Informacji Kredytowej powstało po to, by chronić banki przed niesolidnymi kredytobiorcami. Co jednak jeśli to bank zachowuje się nieuczciwie?
Biuro Informacji Kredytowej (czyli BIK) prowadzi rejestr osób, które wziąwszy pożyczkę z banku nie spłacają ją terminowo. Dzięki niemu instytucje finansowe mogą ograniczyć ryzyko związane z udzielaniem kredytów, bowiem dysponują w miarę szczegółowymi informacjami na temat historii kredytowej danej osoby. Właściwie każdy, kto pożycza pieniądze z banku trafia do rejestru BIK, jednak jeśli spłaca pożyczkę regularnie, po prostu buduje swoją pozytywną historię kredytową; jeśli nie – trafia na ową listę dłużników.
Wszystko to jest całkiem rozsądnym rozwiązaniem, dopóki nie pojawia się problem… z uczciwością samego banku. To właśnie on odpowiada za aktualizację naszych danych w BIK, to on de facto decyduje o tym, czy trafimy na listę dłużników, czy nie. To ogromna władza i odpowiedzialność, z której zazwyczaj banki wywiązują się nienagannie. Co jednak jeśli bank przez pomyłkę zgłosi nas jako dłużnika? Albo spłacimy zobowiązanie, ale on nie przekaże tej informacji BIK?
Sprawę podjął na swoim blogu dziennikarz Gazety Wyborczej Maciej Samcik, opisując historię pani Joanny, która kilka lat temu trafiła do rejestru BIK jako niesolidny kredytobiorca, ale choć spłaciła swoje zadłużenie, do dziś ma kłopoty z uzyskaniem kredytu, bo zdaniem banku zobowiązanie nie zostało w pełni uregulowane. Pani Joanna ma wobec banku AIG dług w wysokości nieco ponad 1700 zł, o którym przez lata nie miała pojęcia, bo bank nie kwapił się z powiadomieniem jej o tym fakcie; pomimo tego, AIG nie zapomniało zgłosić jej do BIK jako nierzetelnego kredytobiorcę. Absurdu tej sytuacji dodaje fakt, że realna kwota tego długu wynosi zaledwie 57 zł, a reszta to odsetki naliczane bez jej wiedzy przez lata.
Tak – poprzez pomyłkę banku – pani Joanna pozostaje na „czarnej liście” BIK od trzech lat od momentu spłaty prawdziwego zadłużenia, co stawia pod znakiem zapytania przejrzystość działań banków i BIK.
Ile jest podobnych sytuacji – tego nie wiemy. Problemem nie jest oczywiście sam rejestr – to tylko narzędzie, takie jak każde inne i trudno winić je za wszelkie nieprawidłowości, ale brak sensownych regulacji dotyczących jego funkcjonowania i wykorzystywania przez banki, a przez to – brak przejrzystości i odpowiedzialności. Wystarczy powiedzieć, że w sprawie takiej, jak opisana przez M. Samcika decyzję podejmuje sam bank, który dokonał wpisu do BIK – jest więc de facto sędzią we własnej sprawie. Absurd – ale trudno będzie go zmienić, bo działalność biura nie podlega specjalnym regulacjom. Może warto byłoby to w końcu zmienić?